W ramach edukacji warto poznać to co nas otacza nawet, jeśli nie są to pozytywne zjawiska. Tym razem przedstawiamy artykuł na temat genezy bardzo modnego słowa w clubbingowych dyskusjach i drugiego mniej znanego.
Materiał ten został oficjalnie udostępniony dla
Data Base przez portal
www.gazeta.pl
Historyjka "
wiksa" może nie być prawdziwa, lecz zaryzykuję, bo ani Brueckner, ani Kopaliński się nią nie zajęli. Ten pierwszy poprzestał na opisaniu dwóch słów związanych z włóczęgą: wagabundy i wagara. Stąd zapewne dzisiejsze "wagary". Od "wagarów" powstały brzmiące z angielska "wagsy", które w pewnych rejonach Polski zmutowały się w "wiksy", a ponieważ - jak wynika z mojej orientacji - na wagarach młodzi ludzie najczęściej sięgają po alkohol, to "wiksować" zaczęto kojarzyć z piciem napojów wyskokowych. A skoro tak, to stan upicia nazwać trzeba "wiksą". A gdzie ma się "wiksę"? Na imprezie. Stąd już tylko kroczek do nazwania jej "wiksą". Ta jeszcze raz pod wpływem angielskiego zmieniła się, ale już tylko na piśmie - w "wixę". Ironiczny poradnik, jak prowadzić imprezę techno, znalazłem w Polsce, tyle że Wirtualnej: "Zasada jest prosta - rycz, ile można: 'jazda', 'orgazm', 'wixa', 'dajemy' itp.". "Wixa" to tutaj idealne słowo na kulminacyjne momenty. "To działa na każdego naćpanego ludka który 'jedzie' na dropsie [pigule - przyp. B.C.], czy to mu się podoba czy nie" - uzupełnia moją wiedzę anonimowy autor komicznego tekstu pod tytułem "Techno poradnik dla DJ-a".
W parze z "wiksą" występuje "
luta". Jeszcze do niedawna znaczyła "pić alkohol". Z tym że "przylutować komuś" to od zawsze "dosunąć" albo po prostu "dać w mordę" ("Bryl tak przylutował, że gościa rozłożyło na ziemi" - z
budo.net.pl), a "lutnąć" w futbolu to najczęściej "kopnąć silnie piłkę". "Luta" oznacza więc czasem mocne uderzenie, stan upojenia ("przed koncertem wypiłyśmy z Herbatą na połowę wino marki wino, no i była taka LUTA, że to jest koniec!" -
patiger.blog.pl), ale coraz częściej - imprezę, zwykle przy muzyce techno. Od "luty" większa jest tylko "megaluta" a potem "maxymalna luta". Karnawał tuż-tuż, wypada więc wiedzieć, co mają na myśli roztańczeni osobnicy w białych rękawiczkach i z gwizdkami (zwie się ich z rzadka "teletextami"), kiedy rzucają te krótkie terminy: wiksa, luta, lecimy, dajemy.
Oczywiście "gwizdkowcy" to tylko część dyskotekowego towarzystwa, ale dobrze rozumiem niejakiego Syrakuza, który błaga na jednej z list dyskusyjnych: "Gwizdki to największa wiocha świata. Do tego dres, przejaw chamstwa i prostactwa. Wiksa i Jazda to największe zacofanie na świecie. Ludzie, opamiętajcie się". Oby nie skończył jak obrońcy Syrakuz.
Ja od siebie dodam do artykułu, że słowo "wiksa" przeszło kolejną ewolucję. Najnowszą, chyba najczęściej spotykaną formą jego zapisu jest "vixa". Znaczenie pozostało bez zmiany.