Na początek parę słów autora Plastiku, który to trafnie określa kilka elementów, ciekawie analizuje pewne zjawiska. Za chwilę, jeśli doczytacie, okaże się, co dzieje się naprawdę podczas zabawy techno, co odbywa się w rytmie nowobrzmieniowej muzyki.
(...) Jak mają się do siebie kultura audiowizualna i techno?
Pozornie obie te sfery wykluczają się. Techno zaoferowało jednostce uwolnienie od przykucia w bezruchu do ekranu umożliwiając na inny sposób spełnienie pożądanych przez nią oczekiwań, rozbudzonych przez kulturę audiowizualną. Czyniąc niezastąpionym wehikułem doznań taniec, przywróciło do roli głównej ciało. Zaoferowało fizycznie przeżywaną transową ekstazę, wymagając jednak w zamian inwestycji w postaci organicznej energii - tak, by eks-widz stał się aż po zapomnienie zaangażowanym uczestnikiem. Owo taneczne zapamiętanie, najtrafniej opisywane jako przeżywanie tu i teraz poczucia obecności wewnątrz muzyki", stanowi sedno parkietowych doznań.
W sytuacji widza jego ciało staje się często wstydliwą przyczyną kompleksów powstałych w wyniku nieznośnego przyrównania siebie do wykalkulowanej doskonałości postaci zaludniających ekranową rzeczywistość, dla których ciało jest elementem medialnej autokracji, sprzedawania siebie widowni (pod kloszem pracy całego zespołu wizażystów i stylistów). Dla serfera w internecie, komputerowego gracza, interaktora multimedialnych technologii ciało - jeśli nie zostaje zapomniane - wydaje się balastem, natrętnie dopominającym się o uznanie swej obecności, podczas gdy wabi to, co nieobecne i bezcielesne. Dopiero taniec, w którym wszystko jest dozwolone, samotny, ale odgrywany w otoczeniu przyzwalającej akceptacji rozkosznie wchłaniającej w swą masę grupy, przywraca widzowi kontakt z jego ciałem, uczy, jak go rozwijać.
Przejście zasiedziałego widza do stanu aktywnego uczestnika to jednak najczęstszy moment, w którym eks-widz, by przemóc się do ruchu, potrzebuje nadzwyczajnego pobudzenia i rozprężenia i sięga po narkotyki. Być może chodzi tu o coś więcej... Być może otwiera się w ten sposób własny wewnętrzny ekran, bo bez ekranu obejść się już nie potrafi. Podejście do cielesności w techno jest nowością w nowożytnej kulturze świata zachodniego. "Kiedy istniejący ontologiczny model istoty ludzkiej nie pasuje do nowego paradygmatu, potrzebny jest hybrydowy model istnienia, który obejmowałby nowe, złożone i sprzeczne doświadczenia" - stwierdza J. Gonzalez w eseju "Wizje cyborgów". (...)
Hybrydalne twory zaludniają cała współczesną kulturę masową. Oddając stan chaosu naszej cywilizacji, stwarzając symboliczną nadbudowę dla tego, co wewnątrz niej. Jedną wielką hybrydą jest muzyka techno: zapętlano-samplowe kolaże adaptujące głosy otoczenia naturalnego, technologicznego, medialnego, utylizujące niemuzyczne odpady, mieszające swobodnie elektroniczną awangardę, wszelkie tradycje muzyki tanecznej i etnicznej. (...)
Przecież imprezy techno to forma zabawy w alternatywnym świecie. Rytm pobudzający swym tempem cały organizm. Niskie brzmienia basowe o częstotliwości fali mózgowej teta związanej z aktywnością snu i wizji. Potężne nagłośnienie sprawiające, że dźwięk przeszywa całe ciało. Światła stroboskopów, lamp uv i laserów, eksplodujące barwami i ewoluujące w rytm muzyki dynamiczne formy komputerowych animacji. Wreszcie abstrakcja, związana z faktem nieobecności sceny, co odsyła odbiorcę do niego samego. Wszystko to kreuje odrealniony wymiar, w którym igra się z duchowością, odgrywa się role szamanów i demiurgów prywatnych mitologii, chłonie się mocne wrażenie eksperymentu na samym sobie. Tancerz techno pogrąża się w indywidualnej, wewnętrznej wędrówce, której scenariusz pisze sam. Kulminacyjny moment "poczucia obecności wewnątrz muzyki" jest równy doznaniu opuszczenia ciała (uplifting). Niezależnie od opozycji ruch tancerza - statyka widza, ekspresja ciała w techno staje się jeszcze jednym z wehikułów transformacyjnych ambicji współczesności. Ów magiczny krąg imprezy techno jest wydaniem przestrzeni estetycznej, którą tak charakteryzuje Z. Baumann: "Życie w przestrzeni estetycznej jest w zasadzie występem solowym. Wszelkie współprzeżywanie emocji, czy wspólnota działania, jest tu czystym zbiegiem okoliczności. (..) [ludzie] są dla siebie nawzajem jedynie rekwizytami w sztukach które każdy pisze na własną rękę. Schodzą się tu doraźnie i przypadkowo; tłum jest zagęszczeniem monad, osadzonych każda we własnym, przezroczystym wprawdzie lecz szczelnym i nieprzenikliwym, pęcherzyku rzeczywistości wirtualnej". W przestrzeni estetycznej liczy się to, "co nowe i dotąd nie przeżyte", stąd jest ona wrogiem ciągłości, utrwalania zatrzymania czasu, pożąda ruchu i płynności form. (...)
Rafał Księżyk PLASTIK 7/28, s. 20/21
Oto kilka refleksji płynących z nieistniejącego już od dawna czasopisma. Analogie między światami, problem określenia tożsamości. Księżyk wysławia się komunikatywnie, szczegóły...możemy się z nimi zgadzać lub dostrzegać je inaczej. Ja chcę powrócić do tematu...Jak wiele osób przeżywa dziś w toruńskich klubach, przy technicznej muzie prawdziwe doznanie upliftingu? Problem być może nawiązuje do modnego tematu narkotyków, ale dla mnie to tylko powierzchnia. Chodzi o coś innego, o wewnętrzny ekran, jak ujął to Księżyk, o osobistą trans-misję swojej umysłowości. Temat rzeka; na imprezach tyleż konstrukcji psychicznych co uczestników. Ilu z nich, pragnie przede wszystkim przeżyć oderwanie od zmysłowości. Ile z tych osób pragnie, nie ważne w jaki sposób, przejść w pozaprogowe wymiary zmysłowości. Poczucie muzyki wewnątrz psychiki nie wymaga przecież od razu palenia, zarzucania czy speedowania. Siła wszelkiego rodzaju muzyki techno polega na hipnotycznym zabieraniu, na transowym uśpieniu uczestnika. Takie jest podstawowe założenie. Muzyka ma Cię zabrać, jasne w zabawie, ale euforycznej. Dlatego tak smutny jest proces POPowienia techno, oswajania, przytulania. Dlatego wyczesywanie niuniek nie należy do kanonu przestrzeni poczucia techno. Ale to tylko jeden aspekt. Gdzie konkret? Pewnie prosty i oczywisty... We wszystkich momentach rzeczywistości jest tak, że są ludzie chwilowi i są Ci trochę bardziej zaangażowani. Przy czym zupełnie bronię poszukujących, częstujących w różnych smakach pochodnych techno. A na miejscu? Po prostu, techno jest bardziej prawdziwe w Pilonie niż w Sputniku. Burza? Spokojnie...Wystarczy się trochę rozejrzeć; rewia modnych hip-hopowych ciuchów, wielkie oglądanie...im bliżej do modelu TV, o którym wspomniał Księżyk. Łapiecie, nie wszyscy, ale większość dalej obsmycza jak jest ubrany ten, co mówił tamten, itp. Jasne nawet jeśli wziąć pod uwagę aspekt clubbingu, nic się nie zmieni. W społeczności klubowej nie chodzi o to. Potwierdza to nie tylko wiedza, nasz znajomy Filip, cały czas podkreśla tego rodzaju rzeczy, z perspektywy NY. W Pilonie ludziska raczej (nie chcę uogólniać) nie imają się klimatu: co tam słychać, zobacz Tą, obczaj tego! Tam ludzie chcą tylko popłynąć w swoją prywatną wizję, muzyka celem, a nie środkiem na spalenia kolejnego bata....
Nie chcę z góry przesądzać, i tak rzesza ludzi czuje muzykę wystarczająco dobrze, wie o co chodzi. Ale oni tym bardziej przyznają rację: szkoda, że techno to tylko dla większości modny sposób bycia, imprezowania i w ogóle. Miało być inaczej...było. Znowu nawiązuję do nieistniejącej BAZY, do starych czasów. Tam ludzie byli zewsząd, ale atmosfera była pełna, bo każdy z nich przede wszystkim oddawał się zabawie, oddawał się muzyce, kochał się z technicznym brzmieniem. Koniec, bo i tak tymi słowami nie zmienię świata. Wystarczy, że choć jedna osoba się ze mną zgodzi. Pozdrawiam...